Rozmowa o EMS zwykle zaczyna się od technologii, a kończy na jednym pytaniu: „dobra, ale czy mi się to spina?”. Ten tekst jest o tej drugiej części. Bez obietnic, których nikt nie dotrzyma — za to z metodą, którą policzysz u siebie na kartce.
Rynek rośnie — i to jeszcze o niczym nie świadczy
Zacznijmy od liczby, którą zobaczysz w każdej prezentacji sprzedażowej: globalny rynek elektroterapii to 1,38 mld USD w 2024 roku, z prognozą 1,98 mld USD w 2033 (Global Electrotherapy Market 2024–2033).
I co z tego wynika dla twojej sali? Sam z siebie — nic. Rosnący rynek nie wpłaca ci pieniędzy na konto. Mówi tylko tyle, że kategoria się utrwala:
- sprzęt jest coraz łatwiej dostępny,
- klienci coraz częściej wiedzą, o co pytać,
- a za kilka lat EMS w ofercie studia przestanie być wyróżnikiem i stanie się standardem.
Praktyczny wniosek jest taki: wejście w EMS dziś to inna sytuacja niż wejście za pięć lat. Dziś budujesz pozycję „to studio, gdzie trenuje się w stroju”. Później będziesz nadrabiał zaległości wobec sąsiada z tej samej ulicy.
Skąd bierze się popyt (i dlaczego to nie jest moda)
Druga strona równania to klient. Tu liczby są mniej przyjemne: otyłość dotyczy około 18% dorosłych w Polsce, a wśród 15-latków odsetek osób z nadwagą wzrósł z 16% do 20% w latach 2018–2022 (GUS, raport zdrowotny 2023).
To nie jest ciekawostka statystyczna. To opis grupy, która co roku rośnie i która prędzej czy później zaczyna szukać czegoś, co da się utrzymać w kalendarzu.
I tu wchodzi zdanie, które słyszysz w recepcji codziennie: „nie mam czasu”. Przetłumaczmy je uczciwie — to nie brak motywacji. To rachunek:
- godzina treningu,
- plus dojazd w dwie strony,
- plus prysznic i przebranie,
- razem: dwie godziny wyjęte z dnia, trzy razy w tygodniu.
Klient nie rezygnuje, bo nie chce. Rezygnuje, bo nie mieści. Studio, które potrafi zaproponować krótszą formę, nie sprzedaje „nowinki technologicznej” — usuwa konkretną przeszkodę, o której klient sam mówi. Rozmowa o cenie robi się wtedy dużo łatwiejsza.
Warto też zauważyć, kto przychodzi na EMS. Często są to osoby, które do klasycznej siłowni nie wejdą — bo się wstydzą, bo nie wiedzą, co robić z hantlem, bo mają za sobą złe doświadczenie z zajęciami grupowymi. Trening w stroju, jeden na jeden, w zamkniętym pomieszczeniu, jest dla nich znacznie mniej odstraszający. To realne poszerzenie grupy odbiorców, a nie przekładanie tych samych ludzi między usługami.
Arytmetyka sali, czyli sedno sprawy
Tu jest cała biznesowa część, w jednym zdaniu: twoim prawdziwym limitem nie jest liczba klientów w bazie, tylko liczba okien w grafiku.
Sala ma stałą liczbę godzin w tygodniu. Krótsza sesja oznacza więcej okien w tej samej sali — przy cenie za sesję wyższej niż standardowy trening personalny.
Nie podam ci gotowego wyniku, bo każde studio ma inny czynsz, inny grafik i innych trenerów. Podam metodę. Weź kartkę i policz to na swoich liczbach:
- Ile godzin tygodniowo realnie sprzedajesz z jednego pomieszczenia. Nie ile jest otwarte — ile jest sprzedane.
- Ile z tej godziny zostaje po odjęciu wynagrodzenia trenera, czynszu przypisanego do metra i kosztów stałych.
- To samo dla sesji EMS. Przyjmij roboczo, że sesja z przygotowaniem i wpięciem klienta zajmuje połowę okna klasycznego treningu personalnego, a cena jest o jedną trzecią wyższa. To założenie do sprawdzenia u siebie, nie dana z rynku — wstaw własne czasy i własną cenę.
Jeśli po podstawieniu realnych liczb wychodzi, że z tego samego metra kwadratowego robisz więcej przychodu — masz argument. Jeśli nie wychodzi, nie kupuj sprzętu, tylko popraw obłożenie tego, co masz. Sprzęt nie naprawia pustego grafiku. Powtórzę, bo to najdroższy błąd w tej branży: sprzęt nie naprawia pustego grafiku.
Retencja — cichy bohater tego rachunku
Jest jeszcze parametr, który w studiach fitness decyduje o wszystkim, a rzadko trafia do kalkulacji przy zakupie sprzętu. Retencja.
Łańcuch jest prosty:
- klient, który mieści trening w krótszym oknie, rzadziej odwołuje,
- klient, który rzadziej odwołuje, dłużej zostaje,
- a klient, który zostaje o kilka miesięcy dłużej, jest wart więcej niż dwóch nowych, których musisz najpierw pozyskać reklamą.
Jeśli mierzysz u siebie średnią długość życia klienta, to właśnie ta liczba — a nie sama sprzedaż — powie ci po kilku miesiącach, czy wdrożenie się udało.
Jedno urządzenie, cztery sposoby na jego zarobienie
Ostatnia rzecz, która często umyka przy liczeniu zwrotu: to samo urządzenie obsługuje cztery różne usługi, a każda z nich zachowuje się inaczej w grafiku.
- EMS 1:1 — klasyczna sesja z trenerem. Najwyższa cena za godzinę, najbardziej wymagająca kadrowo.
- Dwa stanowiska równolegle — jeden trener prowadzi dwie osoby jednocześnie. Cena jednostkowa niższa, ale przychód z godziny pracy trenera wyraźnie wyższy.
- Mini grupy — format dla tych, którzy chcą trenować ze znajomymi i dla których cena 1:1 jest barierą. Dobre wejście dla nowych klientów.
- Zabiegi beauty — inna grupa odbiorców, często inna pora dnia. Wypełnia dziury w grafiku, których trening nie wypełni.
To ostatnie jest niedoceniane. Poranki i wczesne popołudnia stoją w większości studiów puste — a to dokładnie te godziny, w których klientka przychodzi na zabieg, a nie na trening.
Czego EMS nie załatwi
Żeby było uczciwie, bo to też część rachunku:
- Nie zastąpi sprzedaży. Jeśli nikt nie wie o twoim studiu, nowy sprzęt tego nie zmieni.
- Nie zastąpi trenera. Sesja prowadzona bez pomysłu jest po prostu krótszą sesją bez pomysłu.
- Nie działa sam z siebie. Bez wdrożenia zespołu stoi w kącie i robi za drogą dekorację — to najczęstszy scenariusz nieudanego zakupu, jaki widzimy.
Jeśli którykolwiek z tych trzech punktów opisuje twoją sytuację, zacznij od niego, nie od zakupu.
O co pytać, zanim wybierzesz dostawcę
Kilka pytań, które oddzielają dobrą decyzję od kosztownej:
- Co się dzieje, gdy sprzęt się zepsuje? Ile trwa naprawa i czy dostajesz urządzenie zastępcze — bo w tym czasie twój grafik stoi.
- Kto szkoli zespół i co obejmuje szkolenie? Sam pokaz obsługi to nie wdrożenie.
- Jak wygląda oprogramowanie od strony trenera? Czy widać historię klienta i postęp, czy da się obsłużyć dwa stanowiska bez chaosu.
- Gdzie jest serwis? Sprzęt wysyłany za granicę wraca tygodniami.
O oprogramowanie warto pytać najgłośniej, a pyta się o nie najrzadziej. Panel, w którym nie da się pracować, potrafi zabić dobre urządzenie.
Zanim podejmiesz decyzję
Nie kupuj sprzętu z opisu na stronie — ani naszej, ani czyjejkolwiek. Policz swoje liczby według metody wyżej, a potem zobacz system w działaniu i zapytaj o wszystko, co ci nie pasuje.
Jeśli chcesz to przejść razem: umów rozmowę i prezentację. Pokażemy, jak wygląda sesja od strony trenera i od strony klienta, przejdziemy przez twój grafik i wspólnie sprawdzimy, czy w twoim studiu to się liczbowo spina. Warunki handlowe ustalamy indywidualnie — zależą od tego, co konkretnie chcesz uruchomić.
A jeśli po tym rachunku wyjdzie, że jeszcze nie teraz — też ci to powiemy.





